|
Po zwycięstwie 4:2, w drugim meczu ćwierćfinałowym, łęczycanie awansowali do półfinału Pucharu Polski. Mecz w Toruniu był emocjonującym widowiskiem i stał na dobrym poziomie.
Oba zespoły wyszły na parkiet w rytm przeboju Lady Pank "Marchewkowe pole". Marwit to producent soków marchewkowych, więc przebój był bardzo adekwatny. W pierwszej "piątce" naszego zespołu znaleźli się: Słowiński - Krawczyk, Sobalczyk, Milewski i Karasiński. Od początku spotkania gra toczyła się w środku pola, a optyczną przewagę miał nasz zespół. Marwit grał wysokim pressingiem, więc naszym piłkarzom przychodziło z trudem przedzierać się w pole karne. Próbowali zatem uderzać z dystansu. Na bramkę Zalewskiego oddali w I połowie około 30 strzałów, ale piłka do siatki nie chciała wpaść. Bombardowanie było straszne, a piłka po uderzeniach Kovalova, Vatsyaka i Tkachenko odbijała się od słupka lub poprzeczki. Kilkanaście razy próbował atomowych strzałów Milewski, ale albo były one minimalnie niecelne, albo wspaniałymi paradami popisywał się toruński bramkarz. W 8 minucie pełna konsternacja w naszej ekipie. Stojący na 8 metrze, tyłem do bramki Marcin Mikołajewicz, otrzymuje piłkę. Szybki zwód, płaski strzał i Słowiński kapituluje. Nasi atakują, a kilka razy stara się uderzać Czekalski. Niestety, piłka mija słupki i poprzeczkę. Łęczycanie seryjnie egzekwują rzuty rożne, ale spryt pod bramką Krawczyka nie wystarcza do pokonania Zalewskiego. Na boisku za Karasińskiego pojawia się Pawłowski, ale i jego strzały broni toruński golkiper. Do przerwy przegrywamy 0:1.
W 23 minucie pada drugi gol dla Marwitu, a zamieszanie pod naszą bramką sprytnie wykorzystał Urbański. Zaczyna się robić nerwowo, bo gdy torunianie strzelą jeszcze jednego gola, a spotkanie zakończy się wynikiem 3:0, to oni awansują do półfinału. Nasi piłkarze zdają sobie z tego doskonale sprawę, ale nie rzucają się do jakiś desperackich ataków. Długo rozgrywają piłkę i starają się strzelać z dystansu. W 27 minucie Zalewski wyrzucił piłkę na naszą połowę, a tu przejął ją Sobalczyk. Pobiegł lewą stroną, ściął do środka i posłał piłkę między nogami Zalewskiego. Zrobiło się 2:1 i mogliśmy odetchnąć z ulgą. Widać było, że torunianie osłabli fizycznie, a nasi piłkarze coraz częściej dochodzili do dogodnych sytuacji. Milewski trafił w słupek, a dwoma silnymi strzałami popisał się Widzicki. Po kolejnej akcji w słupek strzelił Tkachenko. Marwit odpowiedział kontrami, ale Morozov grał bardzo egoistycznie i nie dostrzegał, lepiej ustawionych pod bramką Słowińskiego, kolegów. W 33 minucie Sobalczyk strzelił z bardzo ostrego kąta. Uderzenie było tak silne i precyzyjne, że piłka wpadła w "okienko" bramki. Zalewski tylko patrzył, jak futbolówka przelatuje mu nad głową. W tej chwili było praktycznie po meczu. Sobalczyk po ciężkiej kontuzji wrócił do zespołu i pokazał wielką klasę. Torunianie wycofali bramkarza, a w 37 minucie trener Roman Smirnov wziął czas. Po chwil wspaniałą akcję przeprowadzili Widzicki - Tkachenko - Kovalov i Vatsyak. Piłka wędrowała, jak po sznurku i na koniec trafiła do Vatsyaka. Ten technicznym strzałem po raz trzeci umieścił ją w siatce. Po strzeleniu trzeciego gola trener Smirnov zdecydował o wycofaniu bramkarza. Przez prawie 2 minuty nasi nie pozwolili sobie odebrać piłki. Gdy ją wreszcie stracili, to torunianie zaczęli grać bez bramkarza. Na 3 sekundy przed końcowym gwizdkiem Milewski ze swojej połowy próbował trafić do pustej bramki piłka odbiła się jednak od słupka, najszybciej dobiegł do niej Krawczyk i wygraliśmy 4:2.
Skład Hurtapu: Słowiński, Groszak - Krawczyk, Sobalczyk, Milewski, Karasiński, Tkachenko, Kovalov, Vatsyak, Widzicki, Pawłowski. Trener: Roman Smirnov, asystent: Adam Kryger.

komentarze (0)
» komentuj