|
W wielkim szlagierze polskiej Ekstraklasy futsalu nasi piłkarze pokonali w Katowicach Jango 4:3. Tym samym łęczycanie zrównali się punktami z katowiczanami, ale nadal zajmują II miejsce w tabeli, ponieważ w poprzedniej rundzie w Łęczycy przegrali z Jango 3:5. Do końca rozgrywek jeszcze 4 kolejki spotkań, a po zwycięstwie z Jango, szanse łęczycan na mistrzowską koronę znacznie wzrosły.
Mecz między liderem, a wiceliderem Ekstraklasy wzbudził na Śląsku ogromne zainteresowanie. W szopienickiej hali zjawiła się blisko tysięczna rzesza kibiców, która robiła co mogła, aby zdeprymować naszych zawodników i ułatwić zwycięstwo swoim pupilom. Punktualnie o 17.00 sędziowie rozpoczęli pojedynek, a po dwóch minutach wskazali na środek boiska. Hala w Szopienicach zamilkła, gdy wspaniałą akcją indywidualną i celnym trafieniem popisał się Marcin Pawłowski. Łęczycanie oszaleli ze szczęścia, ale nadal grali zmobilizowani i skoncentrowani. Zagraniczne gwiazdy Jango starały się jak najszybciej wyrównać, ale kilka kontr łęczycan było bardzo groźnych i ostudziło ich zapały. Oba zespoły rzuciły na szalę wszystkie umiejętności, a wspaniałymi paradami popisywali się bramkarze Ulfik i Groszak. W 7 minucie padła wyrównująca bramka. Precyzyjnym strzałem Groszaka pokonał Halison. Akcja Brazylijczyka nie zdeprymowała naszej drużyny i w 9 minucie ponownie łęczycanie objęli prowadzenie. Bramkę zdobył niezawodny Daniel Krawczyk. Agresywna gra Hurtapu sprawiła, że katowiczanie coraz częściej popełniali błędy, które mogły zakończyć się golami, jak choćby po strzale Vatsyaka, gdy piłka trafiła w poprzeczkę. Toczyła się zażarta walka o każdy centymetr boiska, a piłkarze obu drużyn kilka razy zaprezentowali zagrania na europejskim poziomie. W 14 minucie kapitalną akcję wykończył Marek Widzicki i Hurtap prowadził już dwoma bramkami. Prowadził, a co najważniejsze rozgrywał świetny mecz. Wydawało się, że nasi piłkarze zejdą na przerwę z dwubramkową zaliczką i spokojne wysłuchają w szatni uwag trenerów Antosa i Krygera. Niestety, gdy do końca I połowy pozostały 2 sekundy, piłka rozegrana z autu trafiła do Douglasa. Strzał i po rykoszecie zatrzepotała w siatce.
- żadna drużyna nie lubi takich goli, ale cóż, stało się. I połowa była bardzo wyrównana, a my graliśmy świetnie taktycznie i nie pozwoliliśmy sobie narzucić ich stylu gry. Kilka naszych akcji na pewno musiało wzbudzić respekt. Zespół nadal miał grać spokojnie, a zawodnicy musieli być do końca skoncentrowani - stwierdzał Andrzej Antos, trener łęczyckiego zespołu.
Początek II połowy był wyrównany. Akcje obu zespołów kończyły się najczęściej strzałami, ale te albo były niecelne, albo stawały się łupem bramkarzy. Wreszcie w 33 minucie śmielej zaatakowali łęczycanie i Marcin Pawłowski po raz drugi w tym meczu uniósł ręce w radosnym geście. Szalała cała łęczycka ławka rezerwowych i łęczyccy kibice, którzy również pojawili się w szopienickiej hali aby wspierać swoją drużynę w tej trudnej walce.
- Wiedziałem już wtedy, że tego meczu nie możemy przegrać. Byłem pewien, że wygramy, bo graliśmy lepiej, bardziej zdecydowanie i z żelazną konsekwencją realizowaliśmy założenia taktyczne - mówił Wiktor Napióra, manager Hurtapu. Jeżeli ktoś myślał, że ta bramka załamie katowiczan, to się grubo mylił. Zaatakowali ze zdwojoną energią i w konsekwencji w 36 minucie Janovsky pokonał Groszaka. Końcówka meczu to prawdziwy horror. Obie drużyny miały na swoich kontach po 5 fauli, a każdy następny karany był przedłużonym rzutem karnym. Było pewne, że katowiczanie wycofają bramkarza i wprowadzą do gry dodatkowego zawodnika. Tak też się stało. Łęczycanie popełnili faul i przed szansą strzelenia bramki stanął Halison. Łęczycka ławka rezerwowych zamarła, ale Hurtap ma przecież w swoich szeregach najlepszego polskiego bramkarza. Łukasz Groszak nie raz już udowadniał, że zna doskonale swój fach. Strzał Halisona pewnie obronił, a po chwili w szopienickiej hali rozpoczął się łęczycki taniec radości. Katowiczanie nie za bardzo mogli pogodzić się z porażką, a swoją złość wyrażali rzucając w naszych zawodników bidonami. Doszło do kilku słownych utarczek, ale te drobne incydenty nie mogły przyćmić wielkiego triumfu łęczyckiej drużyny i łęczyckiego futsalu.
- Wygraliśmy zasłużenie. Mój zespół zagrał konsekwentnie taktycznie, a do tego potrafił wykorzystać sytuacje bramkowe. Mobilizowaliśmy i koncentrowaliśmy się do tego pojedynku przebywając i nocując na Stadionie Śląskim. To magiczne miejsce okazało się dla nas bardzo szczęśliwe. Do końca rozgrywek jeszcze 4 kolejki, a my zrobimy wszystko, aby zdobyć w nich komplet punktów. Na razie cieszymy się ze zwycięstwa, a przygotowania do następnego, jakże ważnego meczu z Akademią Poznań, rozpoczniemy w poniedziałek - mówi Andrzej Antos.
- Radość jest ogromna. Cieszę się, że zwyciężył polski futsal, polska szkoła futsalu. Konsekwentnie realizujemy założone cele i jesteśmy już bardzo blisko tego najważniejszego. W naszym klubie doskonale pracuje się z młodzieżą i nigdy nie będziemy mieć problemów z uzupełnianiem składu wartościowymi wychowankami. Mecz był niezwykle zacięty i emocjonujący. Stał na bardzo wysokim poziomie, a oba zespoły wzniosły się na szczyty swoich możliwości. Spotkanie ułożyło się po naszej myśli, ponieważ chcieliśmy strzelić gola w pierwszych minutach. Udało się, a potem kontrolowaliśmy przebieg meczu. W II połowie mieliśmy więcej z gry i nasza przewaga nie podlegała dyskusji. Jango miało nóż na gardle i walczyło do końca, za co należą im się duże brawa. Myślę, że oba zespoły stworzyły świetne widowisko, które było doskonałą promocją futsalu w Polsce - mówi Wiktor Napióra.
Skład Hurtapu: Groszak, Słowiński - Czekalski, Widzicki, Pawłowski, Krawczyk, Stanisławski, Sobalczyk, Milewski, Chabotarov, Nudyk, Vatsyak. Trener: Andrzej Antos, asystent: Adam Kryger.
Skład Jango: Ulfik, Skorupski - Andre, Mauricio, Douglas, Halison, Jasiński, Janovsky, Machura, Bahna, Polasek, Jagiełło. Trener: Ivan Ilchyshyn.

komentarze (0)
» komentuj