|
Po wywalczeniu Mistrzostwa Polski łęczycanie bez żadnej taryfy ulgowej przygotowywali się do ostatniego ligowego meczu. Bardzo ważnego, bo w Gliwicach na hurtapowców czekała drużyna P.A. Nova, która właśnie na rzecz naszego zespołu straciła mistrzowski tytuł zdobyty w ubiegłym sezonie.
Spotkanie w Gliwicach było pojedynkiem gigantów polskiego futsalu, a miało jeszcze jedno, niezwykłe dla naszej drużyny, znaczenie. Łęczycanie w rundzie wiosennej ustanowili wspaniały rekord 10 zwycięstw ligowych z rzędu. Do szczęścia i poprawienia tego wyniku potrzebne było zwycięstwo w Gliwicach. To byłby ewenement, gdyby łęczycanom udało się wygrać wszystkie mecze ligowe w jednej rundzie. Byłby to rekord niezwykły i bardzo trudny do poprawienia.
- Nie myśleliśmy o rekordzie, a o odniesieniu zwycięstwa. Do każdego spotkania podchodziliśmy z ogromnym zaangażowaniem i determinacją. W Gliwicach też chcieliśmy wygrać i czuję pewien niedosyt, że nie udało się nam tego dokonać. Mistrzostwo Polski to wspaniałe osiągnięcie, które było nagrodą za postawę zespołu w całym sezonie - mówi Andrzej Antos, trener łęczyckiego zespołu.
Zanim jednak łęczycanie zjawili się w niedzielne popołudnie w hali "Sośnica", jeszcze w piątek odbyli normalny trening, a po nim szkoleniowcy ustalili skład na mecz z byłymi już Mistrzami Polski. Ze składu "wypadł" Ukrainiec Volodymyr Nudyk. Jego miejsce zajął Tomasz Czajkowski. Nadal oczywiście nie może grać z powodu złamanej ręki Marcin Stanisławski. Jego z kolei zastąpił, podobnie jak to miało miejsce w meczu z Jachymem Tychy, Marcin Karasiński. Dwunastka naszych zawodników wyjechała na Śląsk w sobotnie popołudnie i zamieszkała tradycyjnie już w hotelu na Stadionie Śląskim. Nasi zawodnicy czują się tam prawie, jak we własnym domu. To był już ich trzeci pobyt w tym miejscu. Magia tego miejsca miała wyzwolić wśród naszych piłkarzy dodatkową mobilizację, wolę walki i zwycięstwa. Walczyli wspaniale, ale niestety zeszli z parkietu pokonani. Zwycięska bramka dla gliwiczan padła na 30 sekund przed końcem spotkania i to w dość dziwnych okolicznościach. Piłka trafiła przypadkowo w rękę Igora Sobalczyka, a sędziowie odgwizdali przewinienie naszego zawodnika. Ponieważ było to 6 przewinienie, gospodarze egzekwowali przedłużony rzut karny. Do piłki podszedł Sebastian Wiewióra i silnym uderzeniem pokonał Łukasza Groszaka. Trener Antos wycofał bramkarza wprowadzając do gry dodatkowego zawodnika. Łęczycanie przeprowadzili błyskawiczną akcję, która powinna zakończyć się zdobyciem wyrównującej bramki. Marcin Pawłowski uderzał do pustej bramki, ale piłka przez przypadek trafiła w nogi szarżującego Oleha Chabotarova i do siatki nie wpadła.
- Najbardziej sprawiedliwym rezultatem powinien być bezbramkowy remis. Mecz był bardzo wyrównany, a obaj bramkarze, Groszak i Nawrat popisywali się wspaniałymi interwencjami - mówi Adam Kryger, asystent trenera.
Mecz był bardzo wyrównany, a obie drużyny stworzyły po kilka doskonałych sytuacji bramkowych. Gdyby nie bramkarze, to wynik na pewno byłby zupełnie inny. Doskonała była zwłaszcza II połowa meczu, w trakcie której kibice obu zespołów nagradzali gromkimi brawami kombinacyjne akcje zawodników z pola i świetną grę bramkarzy.
- Szkoda, że zakończyliśmy sezon porażką. Na pewno na nią nie zasłużyliśmy. Zwycięstwo w Gliwicach byłoby wspaniałym uwiecznieniem sezonu. Cóż, stało się inaczej, ale na pewno nie byliśmy gorsi od rywala. Cieszę się, że wygraliśmy ligę i to z pięciopunktową przewagą nad drugim zespołem - mówi Andrzej Antos.
We wtorek łęczycanie wracają do zajęć, a okres roztrenowania potrwa dwa tygodnie. Potem zawodnicy wyjadą na zasłużone urlopy. Po powrocie rozpoczną się przygotowania do sezonu beach soccera, a potem do Ligi Mistrzów.
Hurtap zagrał w następującym składzie: Łukasz Groszak, Dariusz Słowiński - Robert Czekalski, Marek Widzicki, Marcin Pawłowski, Oleh Chabotarov, Serhiy Vatsyak, Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk, Marcin Karasiński, Mariusz Milewski, Tomasz Czajkowski. Trener Andrzej Antos, asystenci: Adam Kryger, Dariusz Karasiński.

komentarze (1)
rozwiń