|
Po zakończonym meczu z Energią Lwów nasi piłkarze, udali się na wycieczkę po Lwowie i jego okolicach.
- Gospodarze zapewnili nam klubowy autokar, którym docieraliśmy do miejsc związanych z historią Polski i Ukrainy. Duże wrażenie wywarło zwiedzanie Cmentarza Łyczakowskiego i grobów Orląt Lwowskich. Ukraińcy starali się robić wszystko, abyśmy z ich miasta wywieźli jak najlepsze wrażenia - mówi Wiktor Napióra, Manager Hurtapu.
Powróćmy jeszcze na chwilę do wczorajszego meczu, który jak wiadomo zakończył się zwycięstwem naszego zespołu 4:0. Wynik mógłby sugerować łatwe zwycięstwo łęczyckiego zespołu, jednak w rzeczywistości tak nie było.
- Mecz był wyrównany i stał na wysokim poziomie. Wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Mieliśmy przewagę, ale i Słowiński trochę szczęścia przy obronie strzałów zawodników ukraińskich - mówi Wiktor Napióra.
Kibice ukraińscy sympatycznie powitali oba zespoły, które rozpoczęły wielki mecz. W I połowie gra była szybka, a akcje błyskawicznie przenosiły się spod jednej pod drugą bramkę. Dużymi umiejętnościami popisywali się obaj bramkarze, którzy bronili czasem w niewiarygodnych sytuacjach. Do przerwy był bezbramkowy remis. Początek II połowy, w wypełnionej po brzegi hali Pałacu Sportu, ułożył się po myśli naszego zespołu. Piękną bramkę, precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego, z ostrego kąta, zdobył Artem Kovalov. Podrażnieni takim obrotem meczu piłkarze Energii zaatakowali. Grający pressingiem łęczycanie nie dopuszczali jednak do sytuacji bramkowych. Jeżeli już popełnili błąd, to naprawiał go Słowiński, który rozgrywał bardzo dobre spotkanie.
- Pressing w naszym wykonaniu sprawiał gospodarzom spore kłopoty. Często tracili piłkę, a my wtedy przeprowadzaliśmy błyskawiczne kontry - mówi Wiktor Napióra.
Drugiego gola silnym strzałem z kilkunastu metrów zdobył Igor Sobalczyk. Ten sam zawodnik, po jednej ze strat piłki przez Ukraińców, pobiegł w kierunku bramki gospodarzy. Po drodze łęczycanin ograł dwóch obrońców Energii i zdobył trzeciego gola, posyłając piłkę obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza gospodarzy.
- W tym momencie byliśmy już pewni zwycięstwa, zwłaszcza, że piłkarze Energii zaczęli grać coraz bardziej nerwowo. Za wszelką cenę starali się strzelić gola. Wycofali bramkarza i po chwili było już 4:0 - mówi Wiktor Napióra.
Piłkę pod naszą bramką wyłuskał Sobalczyk i "ustrzelił" w tym meczu klasycznego hat tricka.
- Ukraińcy byli zaskoczeni i chyba nie spodziewali się, że nasz zespół zagra tak mądrze taktycznie. Zespół zebrał brawa od ukraińskich kibiców, na które w pełni zasłużył. Myślę jednak, że rozmiar naszego zwycięstwa jest trochę za wysoki. Wygrana była, jak najbardziej zasłużona, ale rezultat 4:2 byłby chyba najbardziej sprawiedliwym. Cała drużyna zasłużyła na pochwałę, a ważną rzeczą jest też to, że nikt nie odniósł kontuzji - mówi Wiktor Napióra.
Dziś po śniadaniu będzie czas wolny. Nasi zawodnicy wybierają się na indywidualne zwiedzanie Lwowa. Obiad zjedzą o 14.00, a potem zespół wyjeżdża do oddalonego o 125 km Iwano - Frankowska, gdzie jutro rozpoczyna się turniej Galichina Open Cup.

komentarze (0)
» komentuj