|
W sobotę i niedzielę oczy łęczyckich kibiców skierowane były na Tarnów, gdzie rozgrywane były finały Młodzieżowych Mistrzostw Polski U-18. W turnieju grali podopieczni Dariusza Karasińskiego.
Początek nie był co prawda udany, ale potem było już znacznie lepiej. W swoim pierwszym meczu łęczycanie ulegli 1:5, faworyzowanej przez wszystkich, drużynie Szóstki Będzin. Nasi piłkarze zagrali bardzo nerwowo i popełniali za dużo błędów. W efekcie już po 10 minutach przegrywali 0:3. Rozmiary porażki zmniejszył Jarczyński, dobijając piłkę sparowaną przez bramkarza. Przed szansą stanął Pałczyński, ale nie udało mu się strzelić gola z przedłużonego rzutu karnego. W końcówce spotkania nasz zespół popełnił jeszcze dwa błędy w obronie i przegrał mecz 1:5.
Przed meczem z MKF Grajów w drużynie nastąpiła niesamowita mobilizacja. Zespół zagrał z ogromnym zaangażowaniem i determinacją. Przez całe spotkanie trwała walka o każdy centymetr boiska. Zwycięsko wyszli z niej łęczycanie, a "złotego" gola strzelił Mateusz Czekalski. Nasz zespół odniósł w pełni zasłużone zwycięstwo i tylko można żałować, że znów nie zostały wykorzystane dwa przedłużone rzuty karne. Niefortunnymi strzelcami okazali się Grzyb i Pląskowski. Ten ostatni mógł zostać bohaterem meczu, ale po jego strzale piłka trafiła w słupek, a będąc sam na sam z bramkarzem nie potrafił go pokonać. W końcówce meczu rywale wycofali bramkarza wprowadzając do gry dodatkowego zawodnika. Pod naszą bramką dochodziło do groźnych sytuacji, ale świetnymi interwencjami popisywał się Tucholski. Zwycięstwo z Grajowem otworzyło naszemu zespołowi szansę na awans do półfinału.
W meczu z gospodarzami, Akademią Tarnów, wystarczył remis. Cel został osiągnięty. Po pasjonującej walce łęczycanie zremisowali 0:0 i awansowali do półfinału. Mecz był niezwykle zacięty i emocjonujący. Doskonale w naszej bramce spisywał się Chwiałkowski. Przedłużonego rzutu karnego nie potrafił wykorzystać Czekalski, a Kowalski, Pląskowski i Grzyb pudłowali w bardzo dogodnych sytuacjach podbramkowych.
W niedzielnym półfinale na łęczycan czekali piłkarze Rekordu Bielsko-Biała. Drugą parę półfinałową tworzyli: Szóstka Będzin i GKS Żukowo. Mecz z obrońcami mistrzowskiego tytułu Rekordem Bielsko-Biała nasi piłkarze powinni rozstrzygnąć w normalnym czasie gry. W I połowie łęczycanie mieli kilka doskonałych sytuacji bramkowych, ale niestety, nie potrafili ich wykorzystać. Szybkimi akcjami popisywali się Pląskowski i Florczak. Minimalnie obok bramki uderzał Grzyb, a Pielesiak trafił w poprzeczkę. Świetnej okazji sam na sam nie wykorzystał Kowalski. W II połowie gra się wyrównała, a coraz częściej do głosu dochodzili piłkarze Rekordu. Bardzo dobrze bronił jednak Chwiałkowski. Gdy tylko nadarzała się okazja łęczycanie przechodzili do kontrataków. Próbowali strzelać Pląskowski i Kowalski, ale po ich uderzeniach piłka minimalnie mijała światło bramki. Na 30 sekund przed końcem łęczycanie mogli mówić o szczęściu, Chorosz trafił w poprzeczkę. Koniec meczu. Remis 0:0. To oznaczało, że o awansie zadecydują rzuty karne. Zaczął Plaskowski i było 1:0. Po chwili 1:1. Nie trafia Pielesiak, a czynią to piłkarze z Bielska. Przegrywamy 1:2. Nie trafia Czekalski, ale Chwiałkowski też broni strzał piłkarza Rekordu. Do piłki podchodzi Kowalski i jest remis 2:2. Broni Chwiałkowski, a na prowadzenie wyprowadza nasz zespół Florczak. Potem jest 3:3. Jarczyński i 4:3. Znów trafiają bielszczanie i jest 4:4. Na 5:4 strzela Grzyb. Po chwili jest 5:5. Szóstego karnego wykorzystuje Raj. Gdyby kolejnego karnego obronił Chwiałkowski bylibyśmy w finale. Bielszczanie jednak nie mylą się i znów jest remis. W tym momencie trenerowi Dariuszowi Karasińskiemu do egzekwowania karnego pozostali tylko obaj bramkarze. Do piłki podszedł Krzysztof Tucholski, ale po jego strzale piłka odbiła się od słupka i wyszła w pole. Zabrakło dosłownie kilku milimetrów. Przed szansą stanął Rekord i jego zawodnik Moskwa. Ten miał więcej szczęścia. Piłka odbiła się od wewnętrznej strony słupka i wpadła do bramki. Przegraliśmy 6:7 i mieliśmy możliwość zagrać juz tylko o brązowe medale.
Mecz o III miejsce dostarczył kibicom w tarnowskiej hali ogromnych emocji. To był prawdziwy horror, ale ze szczęśliwym zakończeniem dla naszej drużyny. Łęczycanie po serii rzutów karnych pokonali 4:3 GKS Żukowo. W normalnym czasie gry był remis 4:4. Bohaterem tego meczu byli oczywiście wszyscy nasi młodzi piłkarze, ale jeden z nich zasłużył na szczególne wyróżnienie. Był nim Mateusz Czekalski, strzelec wszystkich goli w normalnym czasie gry i jeszcze jednego w serii rzutów karnych. Do przerwy łęczycanie prowadzili 2:1. W 3 minucie objęliśmy prowadzenie po golu Czekalskiego, ale w 7 minucie był już remis. Potem szansę ma zmianę rezultatu miał Grzyb, ale z pustej bramki wybił piłkę na aut jeden z obrońców Żukowa. W 12 minucie Czekalski precyzyjnie wyegzekwował przedłużony rzut karny i na przerwę nasi zawodnicy schodzili prowadząc 2:1. W II połowie, w 14 minucie, piłkę ręką zagrał Kowalski. Piłkarze Żukowa strzelali rzut karny. Chwiałkowski nie był w stanie obronić i na tablicy wyników pojawił się remis 2:2. W 15 minucie bramkarz Żukowa powinien otrzymać czerwoną kartkę za faul na Grzybie poza polem karnym. Sędziowie byli bardzo wyrozumiali i skończyło się tylko na żółtym kartoniku. W 17 minucie kapitalną akcję przeprowadzili Jarczyński, Grzyb i Czekalski. Zagrania z pierwszej piłki rozmontowały obronę Żukowa, a celnym strzałem popisał się niezawodny Czekalski. W 20 minucie, piłka po rykoszecie, wtoczyła się do naszej bramki i ponownie był remis 3:3. Nie załamało to jednak naszego zespołu, który ruszył do ataku. Piłkarze z Żukowa mieli już wtedy na swoim koncie 3 faule i każdy następny groził im przedłużonym rzutem karnym. Po ładnej akcji Pląskowski trafił w słupek. Zamiast gola zdobyć, to go straciliśmy w 23 minucie. Łęczycanie mieli tylko kilkadziesiąt sekund czasu na wyrównanie. Gdy do końca pozostało 10 sekund żukowianie popełnili 4 faul. Przedłużony rzut karny egzekwował Czekalski. Nie zawiódł i był remis. To jednak nie był jeszcze koniec meczu. Piłkarze Żukowa rozpoczęli grę ze środka boiska, ale stracili piłkę. Grzyb zagrał do Pielesiaka, a ten dograł do Czekalskiego. Czy Czekalski najpierw trafił do siatki, a potem zawyła syrena oznajmiająca koniec meczu? Czy też było odwrotnie? Sędziowie wybrali tę ostatnią opcję i trzeba było strzelać karne. Najpierw strzelali piłkarze Żukowa i objęli prowadzenie 1:0. Wyrównał Pląskowski. Żukowianie nie trafili, a gola dla nas strzelił Czekalski. Prowadzimy więc 2:1. Piłkarze Żukowa wyrównali, a trzecią bramkę dla łęczycan strzelił Kowalski. Po chwili było 3:3. Do piłki podszedł Pielesiak i prowadzimy 4:3. Brązowe medale były na wyciągnięcie ręki. Bucholz nie trafiił i w naszym obozie wybuchła ogromna radość.
Gratulujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego wielkiego sukcesu. Mistrzem Polski została drużyna Szóstki Będzin, która w finale pokonała w rzutach karnych 5:4 zespół Rekordu Bielsko-Biała. W normalnym czasie gry był remis 0:0.
Miło nam poinformować, że Mateusz Czekalski został "królem" strzelców. Łęczycanin zdobył 5 goli. Najlepszym bramkarzem wybrano Macieja Foltyna z Akademii Futsal Club Pniewy. Nominowany w tej kategorii był też Rafał Chwiałkowski. Najlepszym zawodnikiem okazał się piłkarz Szóstki Karol Gołębiowski, a nagrodę fair play odebrał zespół Rekordu Bielsko-Biała.
- To był bardzo wyrównany turniej. Wszystkie drużyny reprezentowały wysoki poziom. Szkoda straconej szansy w meczu półfinałowym. Powiem szczerze, że liczyliśmy na więcej. Przynajmniej na udział w finale. Szóstka Będzin była praktycznie poza zasięgiem, a mnie ze składu z różnych powodów wypadło kilku zawodników. Cieszę się, że pokazaliśmy dobry futsal i nadal jesteśmy w czołówce. Może w przyszłym roku będzie lepiej? Cała drużyna zaprezentowała się bardzo dobrze, a ja chciałbym szczególnie wyróżnić Adama Grzyba - mówi Dariusz Karasiński, trener łęczyckiego zespołu.
Skład Hurtapu: Krzysztof Tucholski, Rafał Chwiałkowski - Mateusz Czekalski, Adrian Jarczyński, Adam Kowalski, Artur Pielesiak, Tomasz Pląskowski, Adam Grzyb, Patryk Florczak, Jakub Raj, Łukasz Pałczyński. Trener: Dariusz Karasiński, kierownik drużyny: Przemysław Latała.

komentarze (1)
rozwiń